Mieszkam w Panem.
Co to Panem? Powstałe na ruinach dawnej Ameryki Północnej. Jego stolicą jest
Kapitol.
Siedziałem tam od pięciu lat. Sam. Jak palec.
Zamknięty w małym, szarym pokoiku z jednym oknem, które umieszczone było za
stalowymi kratami. Dla „upiększenia” dodali mi na parapet kwiat, który trzy
lata temu zwiędnął. Rodziny nie widziałem, zdaje mi się od wieków. Członków
zespołu również. Też są zamknięci w innych pokojach.
Dlaczego?
Prezydent Snow nie toleruje sztuki i wszystkich piosenkarzy i aktorów pozamykał
w tym domu w różnych pokojach. Dziwne? Nienormalne? Wiem.
Jedzenie dostawaliśmy
przez dziurę w drzwiach. Nie było specjalnie dobre, ale lepsze to niż umierać z
głodu.
Pewnego dnia,
gdy siedziałem skulony pod oknem, usłyszałem kroki. Zbliżały się do moich
drzwi. Zdziwiony wstałem i podszedłem bliżej. Odgłos ciężkich butów stąpających
po podłożu nasilił się. Czy na pewno idą do mnie? Nikt tu od pięciu lat nie
wszedł…
Nagle drzwi
otworzyły się zamaszyście, zwalając mnie z nóg. Przed sobą zauważyłem dwóch
Strażników Pokoju, czyli ludzie pracujący dla Snowa.
- Witam – przywitałem się, nadal leżąc na podłodze – dawno się
nie widzieliśmy. To… Jesteście tu, aby wypić ze mną herbatkę?
Nie odpowiedzieli. Jeden z nich złapał mnie
za ramię i pociągnął w górę. Zachwiałem się, ale po chwili stałem już
spokojnie. Wyszli z pokoju. Zdezorientowany poszedłem za nimi.
- Dokąd idziemy? – zapytałem, ale drugi zapiął mi kajdanki –
łooo! Wiem, wiem… Nie jestem supergrzecznym, dorosłym chłopcem, ale przez
przesady!
Zaczęli mnie
prowadzić przez labirynt korytarzy. Chyba zacząłem ich troszkę denerwować pytaniami:
„daleko jeszcze?”, które zadawałem co pięć minut.
Nareszcie
doszliśmy do wielkich, stalowych drzwi. Strażnicy otworzyli je i wepchnęli mnie
do środka. Zauważyłem wiele osób, które niegdyś śpiewały. Do czasu, gdy sztuka
nie została zabroniona. Wszyscy od pięciu lat byli zamknięci w pokojach, takich
jak mój.
Rozejrzałem się
po wielkiej sali. Na środku stały trzy stoły. Ułożone były pionowe do „sceny”,
na której stał rządek krzeseł. Przy pierwszym stole zauważyłem aktorów i
aktorki, drugi zajęty był przez piosenkarki, a trzeci przez piosenkarzy.
Jakiś inny
Strażnik Pokoju usadowił mnie przy odpowiednim stole, gdzie wzrokiem wyszukałem
osoby z mojego zespołu. Uśmiechnąłem się niepewnie i lekko pomachałem dłonią.
Mikey, mój brat, odpowiedział tym samym.
Na scenę weszła
Nicki Minaj w różowym stroju.
- Witam! Witam! – uśmiechnęła się, ale niestety nie
uzyskała odpowiedzi – dzięki woli naszego ukochanego prezydenta, odbędą się
Głodowe Igrzyska – tu wyjaśnia zasady, których jakoś specjalnie nie chciało mi
się słuchać, zainteresował mnie jednak główny cel. Śmierć, bądź życie –
wylosujemy 24 osoby, 12 mężczyzn, 12 kobiet, którzy stoczą walkę na śmierć i
życie. Dla ubarwienia tego ekscytującego pojedynku stworzyliśmy dystrykty. Będzie ich dwanaście. Każdy
będzie reprezentować 1 mężczyzna i 1 kobieta. Po co, pytacie? Aby wiadomo, czy
warto – tu zaśmiała się wniebogłosy, ale znów bez odpowiedzi – Tak, więc…..
Panie mają pierwszeństwo!
Obok niej, w
podłożu zrobiła się dziura, z której
wysunął się stoliczek z oszkloną kulą, z białymi karteczkami.
- Dystrykt Pierwszy reprezentuje… Miley Cyrus!
Nie chcę was
teraz zanudzać bezsensowną i nużącą mową pani Minaj, więc wam zaprezentuję
ludzi:
- Dystrykt Pierwszy: Justin Bieber i Miley Cyrus
- Drugi: Taylor Lautner i Selena Gomez
- Trzeci: Ross Lynch i Taylor Swift
- Czwarty:
Billie Jou Amstrong i Amy Lee
- Piąty: Bob Bryar i Demi Lovato
- Szósty: Mikey Way i Jennifer Lawrence
- Siódmy: Ray Toro I
Kristen Stewart
-Ósmy: Frank Iero i
Zendaya Coleman
Chciałem tam
się położyć i rozpłakać. Dlaczego oni? Dlaczego akurat ta czwórka? Dlaczego moi
przyjaciele? Co zrobię jak ich zabraknie? Nie chciałem już żyć w tamtej chwili.
- Dystrykt Dziewiąty!
– okrzyknęła już zmęczona Nicki – Bella Thorne!
Ze stołu z piosenkarkami wstała dziewczyna z płomiennorudymi
włosami i zielonymi oczami.
- Gerard Way!
Ten dzień nie
mógł być gorszy.