czwartek, 6 listopada 2014

Rozdział Pierwszy

    Mieszkam w Panem. Co to Panem? Powstałe na ruinach dawnej Ameryki Północnej. Jego stolicą jest Kapitol.
     Siedziałem tam od pięciu lat. Sam. Jak palec. Zamknięty w małym, szarym pokoiku z jednym oknem, które umieszczone było za stalowymi kratami. Dla „upiększenia” dodali mi na parapet kwiat, który trzy lata temu zwiędnął. Rodziny nie widziałem, zdaje mi się od wieków. Członków zespołu również. Też są zamknięci w innych pokojach.
      Dlaczego? Prezydent Snow nie toleruje sztuki i wszystkich piosenkarzy i aktorów pozamykał w tym domu w różnych pokojach. Dziwne? Nienormalne? Wiem.
      Jedzenie dostawaliśmy przez dziurę w drzwiach. Nie było specjalnie dobre, ale lepsze to niż umierać z głodu.
      Pewnego dnia, gdy siedziałem skulony pod oknem, usłyszałem kroki. Zbliżały się do moich drzwi. Zdziwiony wstałem i podszedłem bliżej. Odgłos ciężkich butów stąpających po podłożu nasilił się. Czy na pewno idą do mnie? Nikt tu od pięciu lat nie wszedł…
      Nagle drzwi otworzyły się zamaszyście, zwalając mnie z nóg. Przed sobą zauważyłem dwóch Strażników Pokoju, czyli ludzie pracujący dla Snowa.
- Witam – przywitałem się, nadal leżąc na podłodze – dawno się nie widzieliśmy. To… Jesteście tu, aby wypić ze mną herbatkę?
      Nie odpowiedzieli. Jeden z nich złapał mnie za ramię i pociągnął w górę. Zachwiałem się, ale po chwili stałem już spokojnie. Wyszli z pokoju. Zdezorientowany poszedłem za nimi.
- Dokąd idziemy? – zapytałem, ale drugi zapiął mi kajdanki – łooo! Wiem, wiem… Nie jestem supergrzecznym, dorosłym chłopcem, ale przez przesady!
      Zaczęli mnie prowadzić przez labirynt korytarzy. Chyba zacząłem ich troszkę denerwować pytaniami: „daleko jeszcze?”, które zadawałem co pięć minut.
      Nareszcie doszliśmy do wielkich, stalowych drzwi. Strażnicy otworzyli je i wepchnęli mnie do środka. Zauważyłem wiele osób, które niegdyś śpiewały. Do czasu, gdy sztuka nie została zabroniona. Wszyscy od pięciu lat byli zamknięci w pokojach, takich jak mój.
       Rozejrzałem się po wielkiej sali. Na środku stały trzy stoły. Ułożone były pionowe do „sceny”, na której stał rządek krzeseł. Przy pierwszym stole zauważyłem aktorów i aktorki, drugi zajęty był przez piosenkarki, a trzeci przez piosenkarzy.
        Jakiś inny Strażnik Pokoju usadowił mnie przy odpowiednim stole, gdzie wzrokiem wyszukałem osoby z mojego zespołu. Uśmiechnąłem się niepewnie i lekko pomachałem dłonią. Mikey, mój brat, odpowiedział tym samym.
      Na scenę weszła Nicki Minaj w różowym stroju.
- Witam! Witam! – uśmiechnęła się, ale niestety nie uzyskała odpowiedzi – dzięki woli naszego ukochanego prezydenta, odbędą się Głodowe Igrzyska – tu wyjaśnia zasady, których jakoś specjalnie nie chciało mi się słuchać, zainteresował mnie jednak główny cel. Śmierć, bądź życie – wylosujemy 24 osoby, 12 mężczyzn, 12 kobiet, którzy stoczą walkę na śmierć i życie. Dla ubarwienia tego ekscytującego pojedynku stworzyliśmy dystrykty. Będzie ich dwanaście. Każdy będzie reprezentować 1 mężczyzna i 1 kobieta. Po co, pytacie? Aby wiadomo, czy warto – tu zaśmiała się wniebogłosy, ale znów bez odpowiedzi – Tak, więc….. Panie mają pierwszeństwo!
      Obok niej, w podłożu zrobiła się dziura,  z której wysunął się stoliczek z oszkloną kulą, z białymi karteczkami.
- Dystrykt Pierwszy reprezentuje… Miley Cyrus!
      Nie chcę was teraz zanudzać bezsensowną i nużącą mową pani Minaj, więc wam zaprezentuję ludzi:
- Dystrykt Pierwszy: Justin Bieber i Miley Cyrus
- Drugi: Taylor Lautner i Selena Gomez
- Trzeci: Ross Lynch i Taylor Swift
- Czwarty: Billie Jou Amstrong i Amy Lee
- Piąty: Bob Bryar  i Demi Lovato
- Szósty: Mikey Way i Jennifer Lawrence
- Siódmy: Ray Toro I Kristen Stewart
-Ósmy: Frank Iero i Zendaya Coleman
       Chciałem tam się położyć i rozpłakać. Dlaczego oni? Dlaczego akurat ta czwórka? Dlaczego moi przyjaciele? Co zrobię jak ich zabraknie? Nie chciałem już żyć w tamtej chwili.
 - Dystrykt Dziewiąty! – okrzyknęła już zmęczona Nicki – Bella Thorne!
      Ze stołu z piosenkarkami wstała dziewczyna z płomiennorudymi włosami i zielonymi oczami.
- Gerard Way!

       Ten dzień nie mógł być gorszy. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz